pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

Ciche jezioro ujęte w ramy czarno-zielonego lasu. Chmury wiszące nad głową są ciężkie i zasłaniają słońce, a mimo to nie powodują nastroju przygnębienia. Surowość tego widoku, zaprawiona wilgocią, ale i delikatnością powietrza, sprawia, że wracasz do korzeni. Głęboko oddychając zapominasz o cywilizacji. Dotykasz ciszy... Pojawiają się myśli, na które nigdy nie miałeś czasu: po co istnieję? czy jest jakiś sens? Wreszcie możesz porozmawiać sam ze sobą, odpowiedzieć na pytania, które od tak dawna tkwią w twojej głowie. Tak to dobry czas aby...

Dzwonek! Budzik znów zadzwonił za późno, a dzisiaj koło ze staty. Z wściekłością zrzucasz koc. Gdy pędzisz do łazienki przez mózgownicę przelatuje ci zbłąkana myśl: „jakiż piękny był ten sen, szkoda, że to tylko sen”. Jednak bardzo szybko zostaje przytłumiona myślą o umyciu zębów i zabraniu kalkulatora.

Dziesięć minut później uprawiasz swój ulubiony sport – bieg do tramwaju, który właśnie zbliża się do przystanku. Udało się! Stoisz jedną nogą na ostatnim schodku zgrzytającego pojazdu. Nad tobą „zwisa” jakiś facet i dmuch ci prosto w twarz – wczoraj na kolację jadł cebulę.

Wpadasz do sali, ludzie już piszą, a ich miny nie są pocieszające. Wykładowca patrzy na ciebie tym specyficznym wzrokiem; on nienawidzi spóźnialskich i ma doskonałą pamięć, a to fatalne połączenie. Potem koncentrujesz się już tylko na zadaniach i liczbach, które biegają ci przed oczyma. Nareszcie koniec. Ale dzisiejszy dzień nie będzie łatwy do przetrwania, ćwiczenia i wykłady, na których sprawdzają obecność (!). Na dodatek spotkanie z Tomkiem w bibliotece, bo razem prowadzicie na zajęciach dyskusję, która ma być poprzedzona referatem. Trzeba więc jeszcze coś doczytać. Właściwie nic jeszcze dzisiaj nie jadłeś, ale to twój szczęśliwy dzień, pędząc do autobusu kupujesz sobie bułkę i połykasz ją, stojąc obok pani z ogromnymi siatami. Ostatni przystanek, trochę powietrza, jeszcze tylko kupisz chleb i „coś” żeby było na kolację. Powłócząc nogami wracasz do akademika. Właściwie każdy twój dzień jest taki sam: budzik, tłok w środkach komunikacji miejskiej, gadające głowy na uczelni, akademik, znajomi, koła.

I po co to wszystko? Dokąd tak pędzisz? Czy warto biec, aby zdobyć coś, czego nie widać, czego niema ? A może jest kto, kto mógłby pomóc ci w tym wyścigu, kto pokazałby ci cel? Może Bóg, ale czy On istnieje? Tak, chyba. Odsuwasz od siebie te niepokojące myśli. Przed tobą całe życie, jeszcze kiedyś znajdziesz czas żeby o tym pomyśleć i wszystko uporządkować.

Teraz jeszcze tylko przejście przez ulicę i będziesz w pokoju w akademiku. Patrzysz w prawo – pusto. Jednak tym razem nie spojrzałeś pod nogi i potykasz się o kamień. Nagle widzisz asfalt, dociera do ciebie warkot samochodu, a potem następuje uderzenie...

Samochód jechał za szybko i był zbyt blisko, nie zdążył wyhamować. Ty nie miałeś czasu aby pomyśleć i uporządkować swoje życie, i znaleźć w nim miejsc dla Boga. Bo przecież Bóg jest, teraz masz już tego pewność.

Magda (A. nie kryj się)

jarfie Lis 26 '98

Można by powiedzieć, że moje życie było udane, tylko ja nie umiałam się nim cieszyć. Studiowałam, miałam całkiem fajnego chłopaka, przyjaciół, w domu nie było problemów. No i racja – nie umiałam się cieszyć życiem, ale naprawdę próbowałam.

Najpierw pomyślałam, że będę się cieszyć każdym drobiazgiem; tym, że jest ciepło, tym, że nic mnie nie boli, tym, że zajęcia się skończyły... No i cieszyłam się, ale skoro cieszyłam się drobiazgami, to zaczęły mnie też martwić drobiazgi: chłopak plątał się w zeznaniach, koło poszło nie najlepiej, w akademiku znowu nie ma ciepłej wody... Przecież nie można martwić się drobiazgami, życie na to jest za krótkie.

Postanowiłam martwić się tylko poważnymi problemami, ale coś mi podpowiadało, że jeśli tak, to i cieszyć się powinnam tylko z wielkich rzeczy. Ale co jest wielką sprawą w moim życiu? Czy to, że zaliczyłam kolejny rok studiów? Bzdura! Nikt o czymś takim książki nie napisze. Oto przekleństwo posiadania rozumu – czasem trzeba z niego skorzystać. Mój rozum był wystarczająco duży, żeby dać mi zagadkę, ale zbyt mały, żeby ją rozwiązać.

Jednak znalazłam rozwiązanie tam, gdzie nie spodziewałam się go znaleźć i gdzie bałam się go szukać. W Bogu.

Złamałam swój opór, którego źródła były tak stare i marne, że nawet ich nie pamiętałam i zaczęłam przyswajać fakty o Bogu, które słyszałam z różnych źródeł.

Niby zawsze wiedziałam, że Bóg stworzył człowieka (mnie) i go kocha (czasem tylko mój rozum nie chciał tego przyjąć, jako zbyt mało udowodnionego empirycznie), ale co to wnosiło do mojego życia? Nic. Jakoś w praktyce żyłam swoim życiem i nie zastanawiałam się nad miejscem Boga w nim (no, może tylko czasem).

No ale zaczęłam myśleć i kilka rzeczy dotarło do mnie z ogromną siłą. Bóg naprawdę stworzył człowieka (to nie jest tylko poetycki opis ewolucji) i zrobił to dlatego, że kocha człowieka i chce nawiązać z nim relację. Ale człowiek jest grzeszny (jakoś nikt nie musiał specjalnie przekonywać mnie, że to również o mnie chodzi), a Bóg jest święty i doskonały (tak doskonały pod każdym względem, że nasze słownictwo nie jest tego w stanie oddać) i te dwie przeciwstawne sobie rzeczy nie mogą trwać obok siebie a dobre uczynki nie mają wystarczającej mocy, by zakryć całą grzeszność człowieka.

Kiedy tak szczególnie mocno dotarło do mnie jaki jest Bóg, to zapragnęłam iść z Nim przez życie. Cały czas a nie tylko raz w tygodniu, przez kilkadziesiąt minut. Zrozumiałam, co mogę zrobić, żeby zniszczyć barierę między mną a Nim. Jezus Chrystus umarł na krzyżu za wszystko to, co oddziela mnie od Boga i nie mogę w żaden sposób zasłużyć na to, co już się stało. Mogę jedynie z pokorą przyjąć ten niesamowity dar.

Tak też zrobiłam (to już trzy lata temu!). Powiedziałam Bogu (w modlitwie) o wszystkich moich przemyśleniach, prosiłam, żeby przebaczył wszystkie moje grzechy i na zawsze był w moim życiu.

I jestem przekonana, że od tej pory, nieprzerwanie, Jezus jest ze mną. Dzięki Niemu zyskałam inną perspektywę postrzegania świata i mojego życia. Już umiem cieszyć się życiem a nawet jestem wdzięczna za trudne chwile. Moje życie zyskało sens. Gdy się już wie dlaczego się urodziło, jak ma wyglądać życie i co będzie po nim – zaczyna się prawdziwe życie. Słowo!

Anita

jarfie Lis 26 '98

Kącik dynamicznej reporterki

O co chodzi w życiu?.

Z tym pytaniem na ustach i z mikrofonem w ręku przemykałam po korytarzach „uniwerku” i „polibudy”. Jak się okazało, tylko nielicznym o coś chodzi w życiu. Wiele osób odpowiadało, że to „zbyt trudne pytanie” lub, że nie wiedzą.

Zatem, zdaniem studentów, w życiu chodzi...

...o pieniądze, tylko i wyłącznie o pieniądze.

Jednak chyba nie tylko o pieniądze, bo mój rozmówca dodał po chwili:

Być szczęśliwym i nie robić krzywdy innym ludziom (zwłaszcza wykładowcy).

(student II roku budownictwa lądowego )

...o to żeby przeżyć je zgodnie z własnym sumieniem. Źeby ciągle się rozwijać, nie stać w miejscu. I żeby, w miarę możliwości, pomagać innym i dostrzegać potrzeby innych. Wydaje mi się, że to jest najważniejsze.

(student IV roku architektury )

...o to żeby je przeżyć.

(student III roku elektrotechniki )

...trudno powiedzieć.

(studentka IV roku architektury )

Po czym ostatnia para rozmówców, czule spojrzawszy na siebie, dodała:

...o miłość.

...o zabawę, naukę. O to, żeby znaleźć swój sens i drogę i nią podążać. I o ochronę środowiska (ha, ha, ha).

(studentki I roku inżynierii środowiska)

...o to, żeby być szczęśliwym. Przez życie przejść tak, żeby nie krzywdzić innych. I żeby potem nie żałować ani jednego dnia.

(studentka II roku politologii )

Sensem życia jest kilka sensów. Na pewno chodzi o to, żeby to życie przeżyć tak, żeby potem nie żałować. Przede wszystkim, jeśli ktoś jest człowiekiem wierzącym, chrześcijaninem, to żeby być zbawionym. Dla niektórych to cel życia. Chodzi o to, żeby godnie przeżyć życie i żeby nie żałować.

(absolwent historii )

...o to, żeby 10 lat po mojej śmierci, ktoś zapalił świeczkę na moim grobie.

(student III roku historii )

Ostatniej odpowiedzi przysłuchiwała się inna studentka i dodała:

To zależy kto, dlaczego żyje. Ale z tą świeczką to ja bym się niezupełnie zgodziła. Myślę, że sens życia, to raczej to, żeby coś dobrego w tym życiu zrobić, i coś dobrego pozostawić, ale niekoniecznie ktoś o tym musi pamiętać.

(studentka II roku historii )

Gdzieś na korytarzach uniwersytetu zaplątał się student oceanografii z politechniki :

Ogólnie chodzi o to, żeby dobrze się bawić. Źeby dużo pić, bo to jest fajne. Źeby mieć dużo pieniędzy, fajne samochody. Ogólnie, żeby nieźle się bawić. I żeby nie być za bardzo wierzącym, bo to niezdrowe.

Chyba niezupełnie z poprzednią wypowiedzią zgadza się student II roku historii:

Zapewne chodzi o to, żeby je godnie przeżyć. Kwestia jest taka: „Co to znaczy godnie?”. Dla niektórych podstawą życia jest dobry samochód itd., itd. Dla innego kwestia jest: „Mieć czy być?”. W życiu chodzi o to, żeby czegoś dokonać. Zostawić jakiś ślad swojej egzystencji, jakieś prace naukowe (jeżeli ktoś ma do tego talent, jeżeli nie, to w jakichś innych rzeczach, działalnością), aby zapewnić po sobie pamięć.

...o to, żeby umieć żyć. Źe każdy jak gdyby musi odnaleźć swoją drogę, to jaką chce żyć, swoją metodę na życie. Źeby umieć dobrze widzieć pewne rzeczy. Mieć dobrą ocenę tego, co się wokół mnie dzieje. Nie być zbyt egocentrycznym. Źeby nie brać pewnych rzeczy za bardzo do siebie, umieć podejść z dystansem, z uśmiechem, z radością. Docenić to, co się ma, oczywiście nie rezygnując ze swoich ambicji, planów. I widzieć wokół siebie wszystko.

(studentka III roku filologii polskiej )

Dla mnie ważna jest miłość, relacje z ludźmi, dziecko (bo właśnie spodziewam się dziecka).

(absolwentka pedagogiki )

jarfie Lis 26 '98

Od wczesnych lat dzieciństwa, dzięki naszym bliskim nabywamy umiejętności, które są warunkami utrzymania zdrowia psychicznego. Są one następujące:

 

- porządkowanie i budowanie trwałej hierarchii wartości,
- nawiązywanie kontaktu i tworzenie trwałych związków emocjonalnych z innymi ludźmi,
- odnajdywanie celu, a więc także i sensu własnego życia.

Ta ostatnia umiejętność psychiczna jest chyba najtrudniejsza do opanowania...

Każdy byt powołany do istnienia przez Stwórcę został doskonale uporządkowany, uzdolniony do współpracy i do wypełniania ściśle wyznaczonej funkcji. W tym więc znaczeniu byt spełnia się, gdy wypełni przypisaną mu funkcję. Pośród całej przyrody ożywionej człowiek jest istotą szczególną. Jako jedyny nie został bowiem przez Boga zaprogramowany do końca, gdyż spodobało się Bogu obdarzyć go wolnością. Wynikło stąd sporo poważnych kłopotów i nie raz Stworzyciel zapewne pożałował swego pomysłu, ale my nie powinniśmy mieć o to pretensji. Zostaliśmy bowiem zaproszeni jako wolny byt do współpracy z samym Bogiem, by mógł On dokończyć dzieła i ukształtować nasze pełniejsze człowieczeństwo.

Stawanie się człowiekiem wymaga poznawania samego Stwórcy, jego zamiarów, współdziałania z Nim, twórczego wysiłku w dochodzeniu do spodziewanych efektów. Ten trud jest jednak zawsze nagradzany radością, jakiej doświadczamy, gdy pełni pokory i wdzięczności dostrzegamy, co Bóg wspaniałego czyni z naszym życiem. Bóg ma dla nas plan na szczęśliwe, twórcze życie i pragnie, byśmy w sposób wolny i odpowiedzialny przystąpili do jego realizacji. Do tego właśnie potrzebna jest wolność, by człowiek sam przyszedł do Boga I zapytał: „ Co mam czynić, Panie, abyś dokończył dzieła stworzenia?”

Gdy my coraz bardziej wyrzekamy się własnych pomysłów na urządzenie sobie życia, Bóg w niezwykle czuły i delikatny sposób odsłania przed nami kolejne elementy swojego planu, który dla nas przewidział. W gruncie rzeczy proces stwarzania przybiera postać, pełnego miłości i wzajemnego oddania, dialogu Boga i człowieka. Im bardziej w tym dialogu rezygnujemy z siebie, tym bardziej stajemy się sobą. Im bardziej rezygnujemy z własnego życia, tym pełniejsze i obfitsze otrzymujemy w zamian.

„Każdy kto żyje tylko dla siebie zmarnuje swe życie, lecz kto poświęci je dla mnie, odzyska je” (Mat 16:25)

Odzyskujemy życie obfite, pełne ładu, harmonii i piękna. Subiektywne odczucie tego nazywamy właśnie poczuciem sensu.

Człowiek, który nie ma poczucia sensu i nie szuka go, to nie tylko człowiek głęboko nieszczęśliwy. To człowiek w pewnym sensie duchowo ślepy, nie umiejący patrzeć na życie z Bożej perspektywy. Bywa, że ktoś taki, chcąc jakby zrekompensować sobie ten dotkliwy brak, szuka zaspokojenia w różnych uzależnieniach, w zdobywaniu władzy, pieniędzy, w panowaniu nad innymi, w usiłowaniu przewodzenia ludziom.

Dusza ludzka jest tak skonstruowana, że doznaje poczucia głębokiego sensu swego życia, tylko w wypełnianiu woli Bożej.

Odnajdywanie sensu ukrytego pod powierzchnią zjawisk to wspaniała przygoda. To przygoda i zadanie godne człowieka. Tak tworzy się i pomnaża ludzka kultura, szczególnie sztuka. Artysta uczy nas dostrzegać różne zjawiska, które rozświetlają nasze aktualne problemy. W ten sposób sztuka pomaga w życiu. Ta prawdziwa zbliża do prawdy. Poznanie prawdy nadaje głębszy sens naszemu życiu. Bóg mówi o sobie „Ja jestem drogą i prawda, i życiem” (J 14:6)

Stworzyciel wszczepił w duszę ludzką trzy najważniejsze potrzeby:

  1. Potrzebę porządku;
  2. Potrzebę kontaktu;
  3. Potrzebę sensu.

Niezaspokojenie którejkolwiek z nich prowadzi do poważnych chorób duszy. Jednak szczególnie groźne jest niezaspokojenie tej ostatniej. Poczucie bezsensu jest bowiem koszmarem nie do zniesienia. Prędzej czy później doprowadza do dramatycznych prób odebrania sobie życia. Lub zmarnowanego życia.

Bóg nie pozostawia człowieka bez pomocy. W Jego Słowie każdy może znaleźć potrzebną odpowiedź...

(wg czasopisma „Inspiracje”)

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 26 '98

„Mówi się, że tylko dwie rzeczy w życiu są pewne: śmierć i podatki, ale to nie jest prawdą. Dzięki właściwym potrąceniom i dobrym księgowym milionerzy potrafią uniknąć płacenia podatków. Jednak każdy, czy to milioner czy biedak, stanie przed ostateczną pewnością, którą jest śmierć.”

„Statystyki dotyczące śmierci są dość wstrząsające. Każdy jeden człowiek na jednego umiera.” G.B. Shaw

Codziennie słyszymy, czytamy lub widzimy relacje o śmierci. Umierają ludzie wokół nas (np.: w bliższej, czy

dalszej rodzinie). I czy tego chcemy, czy nie, nas też to czeka.

Spróbujmy spojrzeć na śmierć, jak na egzamin. Najważniejszy, końcowy egzamin, do którego przygotowujemy się całe życie, a którego zaliczeniem jest nieśmiertelność.

Niestety nie znamy jego terminu. Trudno myśleć o jakimś przygotowaniu, gdy egzamin wydaje się tak odległy. Więc niektórzy nie myślą i zajmują się czymś praktycznym, np.: robieniem pieniędzy. Lub udają przed sobą i innymi, że nie myślą. Są różne sposoby, żeby nie myśleć o tym, o czym nie chcemy. Z pewnością je znacie (któż ich nie stosuje?).

Inni wpadają w panikę na myśl o ostatnim egzaminie. Źyją w stałym, paraliżującym strachu przed śmiercią. Czego się boją? Egzaminatora, oczywiście, czyli Boga. Na wszelkie sposoby próbują zdobyć przychylność i uniknąć Jego gniewu. Od czasu do czasu patrzą z trwogą na zegarek, coraz wyraźniej widząc, że nie zdążą się przygotować.

Są też tacy, którzy zaprzeczają istnieniu ostatniego egzaminu, czyli śmierci. Epikur powiedział: „Śmierć, której boimy się jak najgorszego zła, jest w rzeczywistości niczym. Bo tak długo, póki my jesteśmy, nie ma śmierci, a kiedy ona przychodzi, nas już nie ma.” Ale jeśli jednak „coś” z nas zostanie do momentu odczytania wyników?

Jeszcze inni próbują zapewnić sobie choćby nieśmiertelność w myślach ludzi. Nieważne, co stanie się z nimi samymi. Najważniejsze, żeby ktoś o nich pamiętał: podziwiający ich życiowy dorobek (obraz, wiersz, czy inny pomnik), wnuczek oglądający album ze zdjęciami, czy choćby sąsiadka, która zapali świeczkę na grobie. Ale czy taka namiastka nas zaspokoi?

Poznałam Kogoś, kto wie dużo o egzaminie. Sam go zdawał. Jednocześnie to On ustala reguły. Mam na myśli oczywiście Jezusa Chrystusa. Boga, który stał się człowiekiem, by umrzeć. Swoją śmiercią zapewnił nam możliwość nieśmiertelności, życia wiecznego. Po prostu zdał za nas. I tylko od nas zależy, czy skorzystamy z Jego daru, czy też będziemy szukać innego sposobu zaliczenia.

Jeśli chcesz przybyć na egzamin przygotowany, zastanów się nad stwierdzeniem Jezusa: „Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” (Ew. Jana 11,25-26)

Gosia

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 26 '98

Wierzysz czy nie wierzysz w istnienie Boga, to na temat wiary jakiś tam pogląd masz. Jeśli kojarzy Ci się ona z emocjami, przeżyciami, doznaniami, lewitacją, nawiedzeniem, worem pokutnym lub innym głębszym stanem świadomości, to jesteś w błędzie. Wiara nie jest uczuciem! Jest wyborem i zaufaniem. Ma swój obiekt. Bez obiektu wiary nie ma wiary, są wzloty i upadki uczuć.

Chrześcijanin żyje wiarą (ufnością) w niezmienność Boga i Jego Słowa (Biblia).

Poniższy rysunek pociągu ilustruje stosunek między faktem (tzn. Bogiem i Jego Słowem), wiarą (naszą ufnością do Boga i Jego Słowa), a uczuciami (tzn. różnymi reakcjami emocjonalnymi).

Parowóz może jechać bez wagonu. Jednakże bezcelowe byłoby usiłowanie ciągnięcia pociągu przez wagon. W podobny sposób, jako chrześcijanie, nie polegamy na uczuciach czydoznaniach, lecz pokładamy naszą ufność w wierności Boga iobietnicach Jego Słowa – Pisma Świętego.

Myślę, więc wierzę! Wierzę, bo myślę! A od czasu, gdy wierzę... czuję, że żyję!

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Lis 26 '98

W domu Pokrętków od kilku dni panuje ciężka atmosfera. Wszystko zaczęło się od niewinnej zabawy w chowanego...

Córka Pokrętków razem z dziećmi z jej klasy bawiła się na dużej przerwie. Ktoś zaproponował zabawę w chowanego i Pokrętkówna schowała się do szafy w gabinecie biologicznym. Schowała się tak dobrze, że przez całą przerwę nikt jej nie znalazł. Dopiero pani od biologii, na drugi dzień, odkryła ją w szafie, podczas gdy szukała szkieletu ptaka. Nauczycielka bardzo się przestraszyła, ale jest nadzieja, że już wkrótce opuści szpital psychiatryczny i wróci do szkoły. Przez ten czas, ze względu na brak funduszy dla innego nauczyciela, zajęcia z biologii prowadzi woźny. Na wszystkich lekcjach wykłada on praktyczne podejście do krążenia liści drzew w przyrodzie (droga od gałęzi drzewa, poprzez chodnik i boisko szkolne, aż do sterty za szkołą).

W czasie swojego pobytu w szafie między spreparowanym tasiemcem uzbrojonym, a wypchaną rybą – piłą, pociecha rodziny Pokrętków usłyszała niechcąco o czym mówiono na kółku biologicznym. I to był początek tragedii. Światopogląd dziewczyny legł w gruzach, życie straciło barwy i już zupełnie nie wiedziała czy dalsza egzystencja ma sens.

Otóż na owym kółku nauczycielka wykładała teorię Darwina. I biedne, niewinne dziecko, któremu przez całe życie wpajano, że z krainy aniołków w niebie, została przez bociana przyniesiona na świat szczęśliwym rodzicom, dowiedziała się, że pochodzi od małpy. Nie mogła pogodzić się z tym faktem...

Po powrocie do domu szukała pocieszenia u rodziców. Ojciec próbował zaszczepić w niej swój światopogląd , że najważniejsze w życiu, to najeść się, wyspać się, wypić i zapalić, a co będzie potem, to pomyśli się też potem. Matka zapoznała ją ze skomplikowanym przelicznikiem ilości przeprowadzonych przez ulicę staruszek na ilość lat odjętych od czyśćca. Źadne tłumaczenia jednak nie odnosiły skutku. Pokrętkówna straciła ochotę do życia, nawet kolejny odcinek „Marii z przedmieścia” nie był w stanie wyrwać jej z apatii.

Zwołano naradę rodzinną. Ustalono, że najbardziej wykształcona osoba w rodzinie – wujek Karol, który prawie skończył dwie klasy technikum rolniczego, uspokoi biedne dziecko. Wuj próbował jej tłumaczyć, że zgodnie z nazwą, jest to tylko teoria (Darwina) i trzeba ją jeszcze udowodnić, a na razie nikomu się to nie udało, ale dla siostrzenicy, wszystko, co zostało spisane w książce i do tego przez profesora, jest prawdą absolutną.

Na szczęście była jeszcze babcia Hela. I znowu mądrość wynikająca z wieku i doświadczenia zwyciężyła nad wiedzą opartą na wykształceniu. Staruszka uratowała zdruzgotana psychikę latorośli. Powiedziała dziecku, że nauczycielka biologii nie mówiła o ludziach w ogóle, ale o niej samej – małej Pokrętkównie. To szokujące stwierdzenie przez moment wydawało się wszystkim gwoździem do trumny, ale dalsze tłumaczenie wszystkich uspokoiło. Otóż, tłumaczyła dalej sędziwa osoba, nauczycielka zna dobrze Pokrętkównę i mówiąc o pochodzeniu od małpy, ją miała na myśli, bo jej nie lubi.

Źycie rodziny Pokrętków wróciło do normy. Został tylko pewien niesmak i wszyscy po raz kolejny upewnili się, że z chodzenia do szkoły nic dobrego nie może wyniknąć.

Nasza Nieoceniona

jarfie Lis 25 '98

Zastanawiałeś się pewnie nie raz, czym jest MIŁOŚĆ. Szukasz może miłości swojego życia. Myślałeś, że nawiązujesz z kimś przyjaźń a odkryłeś, że partner poszukiwał tylko nocnej przygody. Jesteś żoną i tęsknisz za kolacja przy świecach, a wszystko, co możesz wydobyć ze swego męża, to kilka pomruków wypowiedzianych sprzed telewizora, gdy ogląda mecz. Być może po raz kolejny przeżywasz zerwanie znajomości i gdy oglądasz się wstecz, pytasz: „Czy to była miłość?”. A może trwasz w udanym związku, ale martwią Cię rozmiary braku stałości partnerów względem siebie nawzajem, mnogość rozwodów, itd. Może wątpisz w miłość i na innym fundamencie decydujesz się budować Wasza relacje. Na jakim?

Jeżeli stawiasz sobie takie pytanie, wiedz, że nie jesteś sam. Poszukiwanie prawdziwej miłości jest tematem większości przebojów muzyki rozrywkowej i stanowi tło niemalże wszystkich filmów. Jest głównym tematem tysięcy powieści pochłanianych przez miliony ludzi. Megadolary napędzają kampanie reklamowe oparte jedynie na naszym pragnieniu intymności. Filmy o miłości zarówno odzwierciedlają, jak i rozpalają nasze marzenia.

Nasze intensywne wysiłki znalezienia prawdziwej miłości są, w dużej mierze, nieskuteczne. Prawdziwa miłość pozostaje w najlepszym przypadku nieuchwytna. Pewien felietonista pisze: „Dokonaliśmy pełnego obrotu, spróbowaliśmy odrzucić rodzinę, odrzucić wartości moralne, odrzucić wszystkie rzeczy, które są dobre i które nazywamy banałami. Spróbowaliśmy wszystkiego – rozwiązłości seksualnej, wielożeństwa. Stwierdziliśmy jednak, że wszystkie te rzeczy pozostawiły nam poczucie samotności i pustki. A więc teraz znowu zaczynamy spoglądać na te staromodne wartości i uznawać, że być może jest w nich jakaś prawda.”

KOCHAĆ - TO CZASOWNIK

W wielu współczesnych książkach psychologicznych, pojawia się lista cech, która stanowi najwspanialszy opis miłości jaki kiedykolwiek stworzono. Pierwotnie jednak pojawia się w Biblii.

W 1 Liście do Koryntian 13:4-8 znajdujemy ten zestaw cech, wyraźnie pokazujący, że MIŁOŚĆ JEST CZYNNA. Oto on (w tłumaczeniu K.S. Wuest'a’:

„Miłość cicho i cierpliwie znosi złe traktowanie ze strony innych. Miłość jest życzliwa, łagodna, delikatna, przenikająca całą naturę, łagodząca wszystko, co byłoby szorstkie i ostre, nie jest zazdrosna.”

„Miłość nie przechwala się, nie popisuje, nie jest ostentacyjna, nie nadyma się, nie postępuje niestosownie, nie szuka swego, nie denerwuje się, nie daje się sprowokować, rozjątrzyć, pobudzić do gniewu, nie zachowuje w pamięci zła (które cierpi), nie cieszy się z nieprawości, lecz cieszy się wspólnie z prawdy, znosi wszystko, wierzy wszystkiemu, na wszystko ma nadzieję, we wszystkim wytrwa, nie tracąc serca ani odwagi. Miłość nigdy nie zawodzi”.

Jeżeli Twoja postawa w jakikolwiek sposób nie dorównuje biblijnej miłości, spróbuj przeczytać 1 List do Koryntian 13:4-8 stawiając „Bóg” zamiast słowa „miłość.”(Bóg jest cierpliwy, Bóg jest łaskawy...”)

Teraz wstaw zamiast słowa „miłość” swoje imię (Jacek jest cierpliwy, Jacek jest łaskawy...”) Czy to Ci pomaga odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteś gotowy obdarzać innych miłością?

Kochać – to czasownik. Wzywam Cię do podjęcia wysiłku wprowadzenia w życie i w Twoje więzi z innymi cech miłości przedstawionych powyżej. Czy jest to realne?

TRZY RODZAJE MIŁOŚCI

PIERWSZY rodzaj miłości jest często jedynym rodzajem, jaki wielu ludzi kiedykolwiek poznało. Nazwijmy go „MIŁOŚĆ JEŹELI”. Ty i ja dajemy lub otrzymujemy tę miłość, kiedy spełnione są pewne wymagania. Nasza motywacja jest zasadniczo egoistyczna, a naszym celem jest uzyskanie czegoś w zamian za naszą miłość. Jeżeli spełnisz moje oczekiwania... Jeżeli zaspokoisz moje pragnienia... Jeżeli pójdziesz ze mną do łóżka, będę Cię kochał”.

DRUGI rodzaj miłości (chyba większość ludzi pobiera się na podstawie miłości tego rodzaju), to „MIŁOŚĆ PONIEWAŹ”. Ktoś jest kochany z powodu tego, kim jest, co ma, lub co robi. Ta miłość jest oparta o jakąś cechę lub stan w życiu drugiej osoby. Miłość „ponieważ” często mówi: „Kocham Cię, bo jesteś ładna, kocham Cię, ponieważ dajesz mi poczucie bezpieczeństwa, ponieważ jesteś taki błyskotliwy” itd.

Być może myślisz, że miłość „ponieważ” nie jest taka zła. Wszyscy lubimy być kochani z powodu jakiejś cechy w naszym życiu. Jeżeli ktoś nas kocha z powodu tego, jacy jesteśmy, początkowo odpręża nas to, ponieważ wiemy, że jest w nas coś, co można kochać. Ale ten typ miłości jest niewiele lepszy niż miłość „jeżeli” i jest prawdziwie chwiejnym gruntem dla małżeństwa. Zawsze znajdzie się ktoś inny, kto będzie ładniejszy, inteligentniejszy, ciekawszy niż Ty. Nie da się ukryć.

TRZECI rodzaj miłości, to „MIŁOŚĆ KROPKA”. Jest to miłość bez warunków, czyli miłość bezwarunkowa. Miłość ta mówi: „Kocham Cię pomimo tego, jaki (jaka) możesz okazać się, że jesteś. Kocham Cię niezależnie od tego, co zmieni się w Tobie. Kocham Cię. KROKA!”

Niech Cię to nie wprowadzi w błąd. Ta miłość nie jest ślepa. Może ona w pełni znać wady i słabości drugiej osoby. A jednak całkowicie akceptuje ja bez żądania czegokolwiek w zamian. Nie możesz zasłużyć na miłość tego rodzaju i nie możesz jej zgasić. Różni się ona od miłości „ponieważ” tym, że nie jest oparta na jakiejś atrakcyjnej cesze osoby kochanej.

Miłość „kropka” może być doświadczana jedynie przez zintegrowaną i spełnioną osobę – kogoś, kto nie musi korzystać z więzi osobowych z innymi, aby zapełnić pustkę we własnym życiu.

POSZUKAJ MIŁOŚCI!

Bóg jest MIŁOŚCIĄ (1 List Jana 4:8). Jeśli nie potrafisz kochać tak, jak pragnąłbyś być kochanym – poszukaj Boga. Doświadczysz bezwarunkowej miłości, która uzdolni Cię do obdarowywania innych: cierpliwością, dobrocią, łagodnością... (1Kor. 13:4-8). Słowo!

Chrystus powiedział: „ Tak Bóg UMIŁOWAŁ świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Oraz: „ Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wstąpię do niego”.

Kiedy zaprosiłam Chrystusa, aby wszedł w moje życie, w krótkim czasie wypełnił mnie wewnątrz tak, że stałam się wolna do dawania bez żądania czegokolwiek w zamian. Po skorzystaniu z Jego przebaczenia, doświadczeniu w Nim pokoju niezależnego od okoliczności, po wyciszeniu, dzięki najlepszemu podręcznikowi psychologii, jakim jest Biblia ,najtrudniejszych pytań życiowych – odkryłam w sobie gotowość do dawania.

Żródłem miłości jest sama Miłość – Bóg. Znalazłam Go, znalazłam Miłość, uzdalnia mnie do DAWANIA. Spróbowałam i wiem, że bezwarunkową miłość, to nie tylko ludzka potrzeba, ale dobro, które możemy rozdawać i otrzymywać. Jest w Twoim zasięgu!

Uczę się kochać siebie, mojego męża, małą córeczkę, Anitę, Bartka, Ewę, a także Rycha, który ostatnio mnie wkurzył... Miłość pisze się dawać.

Karolina

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

jarfie Kwi 26 '98

Jak co roku moje imieniny wypadają 6 marca. Tym razem chcieliśmy spędzić je tylko we dwoje – ja i kobieta mojego życia – Ilona. Ten dzień miał być szczególny, po romantycznej kolacji chciałem się jej oświadczyć. Pierścionek zaręczynowy kupiłem już miesiąc temu, ale czekałem aż do taj chwili. Już tydzień wcześniej zacząłem przygotowywać się do tego radosnego dnia: sprzątałem mieszkanie, gromadziłem produkty do wykwintnej kolacji i kupowałem gustowne drobiazgi do ozdobienia stołu. Umówiliśmy się na 18.00, a ja już o 16.00 byłem gotowy i przez dwie godziny nerwowo poprawiałem nakrycia, serwetki i świeczniki. Kilkanaście razy przećwiczyłem przed lustrem oświadczyny, ciągle jeszcze nie byłem zadowolony z całokształtu, ale wierzyłem, że w tej niepowtarzalnej chwili miłość sama podyktuje mi, co mam mówić.

Od 17.30 każdy szmer na klatce schodowej podrywał mnie do wizjera. O 18.00 nerwowo obgryzałem paznokcie, o 18.30 histerycznie biegałem od jednego okna do drugiego. O 19.00 zacząłem nabierać wątpliwości, a o 20.00 musiałem przyznać się przed samym sobą: „Ona nie przyjdzie!”.

Obłąkańczym wzrokiem patrzyłem na kunsztownie zastawiony stół. To już koniec. Mogłem się tego domyślać, ostatnio Ilona ciągle nie miała dla mnie czasu, zasłaniała się pracą, ale kto pracuje do 20.00?!

Przez chwilę chciałem do niej zadzwonić i powiedzieć jej, że złamała mi życie, wyrzucić z siebie cały ten żal, ale nie chciałem dać jej tej satysfakcji. Powinna zostać ukarana za to, co mi zrobiła, a nie jeszcze móc śmiać się ze mnie. Chciałem widzieć ją skruszoną i płaczącą u moich stóp, a wtedy ja byłbym nieugięty. Albo widzieć ją złamaną, samotną w ostatniej ławce w kościele, podczas gdy ja brałbym ślub z inną. Zrozumiałaby, że mnie kocha ponad życie, gdy byłoby już za późno, np. dowiedziałaby się, że umieram na raka. Biegłaby co sił, żeby powiedzieć mi, że mnie kocha, a ja umarłbym w momencie, gdy ona wchodziłaby do mojego pokoju.

Te wyobrażenia dawały mi masochistyczną ulgę. Moja wyobraźnia nasuwała mi coraz bardziej krwawe wypadki z moim udziałem, a im bardziej tragicznym wypadkom ulegałem, tym bardziej ona cierpiała. Dzwonek do drzwi zabrzęczał właśnie wtedy, gdy jej nowy chłopak przejechał mnie, bo patrzył na nią zamiast na drogę i właśnie konałem na jej kolanach, a ona szlochała, że chce umrzeć razem ze mną, bo życie beze mnie nie ma sensu. Wyciągnęła więc fiolkę arszeniku i już zamierzała ją zażyć. Uporczywy dzwonek do drzwi nie pozwalał mi skupić się na wymyśleniu przyczyny, dla której Ilona miała przy sobie truciznę. Niechętnie podszedłem do drzwi, zły, że ktoś przerwał mi moją „zemstę”.

W drzwiach stała ona – Ilona! Ostatnie, co pamiętam, to jej głos: „Przepraszam kochanie, ale znowu musiałam zostać dłużej w pracy. Źyczę Ci spełnienia wszystkich marzeń.”

Jordan

jarfie Kwi 25 '98

Powiedzmy, że chłopakowi o imieniu Kamil spodobała się dziewczyna o imieniu Kasia. Zaprosił ją do restauracji, ona przyjęła zaproszenie. Dobrze się ze sobą bawili. Kilka dni później tak samo dobrze bawili się w kinie i w kawiarni. Po jakimś czasie zaczęli regularnie się spotykać.

Pewnego wieczoru, wracają do domu. Nagle Kasia mówi:

„Zdajesz sobie sprawę, że spotykamy się już dokładnie od sześciu miesięcy?”

W samochodzie nastaje cisza. Dla Kasi jest to bardzo głośna cisza.

Myśli sobie: „O kurcze, chyba się tym przejął. Może czuje się zniewolony naszym związkiem... Może myśli, że ja chcę go do czegoś zmusić...”

A Kamil myśli: „Kurcze, sześć miesięcy.”

A Kasia myśli: „No ale ja też nie wiem, czy chcę takiej poważnej relacji z Kamilem. Często chciałabym mieć trochę czasu, żeby pomyśleć dokąd zmierzamy. Tzn. dokąd my właściwie zmierzamy – małżeństwo, dzieci, całe życie razem? Czy jestem na to gotowa? Czy ja go w ogóle znam?

A Kamil myśli: „To znaczy...pomyślmy...październik, wtedy zaczęliśmy, to było zaraz po tym, jak odebrałem samochód z przeglądu. Niech sprawdzę licznik...o, muszę zmienić olej.

A Kasia myśli: „Jest zdenerwowany, widzę jego twarz. Może jednak nie miałam racji, może on chce się bardziej zaangażować. Może wyczuł we mnie pewną rezerwę. Tak, tak na pewno było. To dlatego tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia”.

A Kamil myśli: „No i przy okazji niech znowu sprawdzą moją skrzynię biegów. Nieważne co te cwaniaki mówią. Wciąż ciężko chodzi. Niech tylko spróbują zwalać na pogodę. Jaka pogoda?! Jest 15 C, a skrzynia biegów działa jak w traktorze! A ja zapłaciłem 300zł. Tym złodziejom!

A Kasia myśli: „Jest zły. Nie winię go, też bym była zła. Czuję się winna, że doprowadziłam go do takiego stanu, ale nie zmienię swoich uczuć.

A Kamil myśli: „Pewnie powiedzą, że gwarancja jest tylko na trzy miesiące. Oszuści!

A Kasia myśli: „Może jestem zbyt romantyczna, czekając na rycerza na białym koniu. Może siedzę obok odpowiedniej osoby. Osoby, z którą lubię być, na której mi zależy i której zależy na mnie. A on teraz cierpi z powodu moich egoistycznych, dziecinnych marzeń!

A Kamil myśli: „Gwarancja? Chcą gwarancji. Ja im dam gwarancję! Wezmę gwarancję i...i...

„Kamil!”

„Co?”

„Proszę nie zamęczaj się tak. Może ja nie powinnam... Czuję się tak...” (szlochając)

„Co?”

„Jestem taka głupia. Wiem, że nie ma żadnego rycerza. Wiem, że nie ma żadnego białego konia!”

„Źadnego konia?”

„Myślisz, że jestem głupia?!”

„Nie!!! Bo ja właśnie, bo ja... potrzebuję trochę czasu!”

Następuje piętnastosekundowa przerwa, podczas której Kamil myśli tak szybko jak tylko może, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu ją znajduje.

I mówi: „Tak.”

Kasia głęboko poruszona dotyka jego ręki.

„Och Kamil, czy Ty też tak myślisz?”

„O czym?”

„O czasie.”

„No... tak.”

Kasia spogląda mu głęboko w oczy, co sprawia, że Kamil jest jeszcze bardziej zdenerwowany. Nie wie, co powiedzieć dalej, zwłaszcza jeśli usłyszy jeszcze coś o białym koniu. W końcu Kasia mówi:

„Dziękuje, Kamil. Dziękuję.”

Potem Kamil odwozi ją do domu, a ona kładzie się na łóżko i z udręką w duszy płacze do świtu.

A Kamil wraca do domu, robi sobie kanapki, włącza telewizor i natychmiast głęboko angażuje się w powtórkę meczu tenisowego między dwoma Czechami, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głosik gdzieś z tyłu umysłu mówi mu, że coś ważnego działo się wcześniej w samochodzie, ale jest święcie przekonany, że nie ma sposobu, by kiedykolwiek coś z tego zrozumiał, więc decyduje, że lepiej o tym nie myśleć.

Następnego dnia Kasia dzwoni do swojej przyjaciółki i rozmawiają o całej tej sytuacji przez dobre kilkadziesiąt minut. Analizują wszystko, co ona powiedziała i co Kamil powiedział, przechodząc przez to raz za razem, próbując odkryć, co oznaczało każde słowo i gest. Będą kontynuowały dyskusję na ten temat tygodniami, a może i miesiącami, nigdy nie dojdą do ostatecznych wniosków, ale i nigdy się tym tematem nie znudzą.

A Kamil zapyta kiedyś ich wspólnego znajomego:

„Ty, Adam, czy Kasia miała kiedyś konia?”

Rick Amos

jarfie Kwi 25 '98
Strony: «« « ... 4069 4070 4071 4072 4073 »
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Server Hosting

Dedicated Server Hosting Dedicated Server Hosting 2019 Top Dedicated Server Hosting https://dedicated-serverhosting.com/ Dedicated Hosting Server Top Dedicated Server Hosting 2019 Dedicated Web

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Wczytywanie...