pl

Blogi użytkownika

  • Save this on Delicious

I rzekł szatan do swych aniołów: „Czyńcie spustoszenie na ziemi. Przyczyniajcie wszędzie niedoli i nieszczęść. Siejcie strach, zgryzotę, gniew i depresję w Jeruzalem, w Judei i w najdalszych częściach ziemi. Jako bowiem ja idę, tak i was posyłam”.

A jeden z tych aniołów, którego imię było Potępienie, osiedlił się w żyznych dolinach wzdłuż rzeki Ohio. Tam zaczął nauczać dziesięciu przykazań:

 

 

1. Nie będziesz nigdy popełniał pomyłek.

2. Będziesz wyprowadzony z równowagi, ilekroć coś się nie powiedzie.

3. Będziesz obwiniał bliźniego twego jak siebie samego.

4. Nie będziesz siebie kochał, ani akceptował, ani wybaczał sobie samemu.

5. Będziesz zawsze oczekiwał, żeby wszystko było inaczej niż jest.

6. Będziesz żądał miłości i aprobaty każdego za wszystko, co czynisz.

7. Będziesz unikał stawiania czoła trudnościom życia, pamiętając, że nie możesz się zmienić, jesteś bowiem zdeterminowany przez swoją przeszłość.

8. Będziesz wciąż myślał o tym, co cię gnębi.

9. Będziesz biernie czekał, żeby szczęście przyszło do ciebie.

10. Twoje szczęście będzie głównie zależało od innych.

A kiedy Potępienie nauczał ludzi z tych dolin, oni mu wierzyli. Przybywali w wielkiej liczbie, słuchali i wierzyli, tak że ziemia ta rzeczywiście wypełniła się strachem, zgryzotą, gniewem i depresja.

jarfie Sty 26 '99

ASIA, V rok psychologii: Przed sesją, to już nie bardzo pamiętam jak jest. Teraz denerwuję się jednym wielkim egzaminem – obroną i egzaminem magisterskim. Objawia się to kłopotami ze snem. Nie mogę wieczorem zasnąć, a rano budzę się bardzo wcześnie. Co z tym robię? Mam bardzo dużo energii, więc staram się z niej korzystać. Jak już się obudzę, to wstaję. Uczę się, później jakaś przerwa na obowiązki domowe. Popołudniu albo wieczorem staram się wyjść na spacer, pochodzić po okolicy, pójść do lasu, oderwać się i pomyśleć o czymś innym. Natomiast jak robię coś w domu, to włączam sobie muzykę, też po to by zagłuszyć myśli. Zazwyczaj działa. Ale ogólnie energię, którą daje stres, staram się wykorzystać i dużo się uczę.

Ania V rok psychologii: Egzaminami się nie denerwuję. Kiedyś w liceum czy na pierwszym, drugim roku, każdy sprawdzian czy kolokwium, to było duże źródło stresu. teraz już nie. Stresem są dla mnie sytuacje, których nie lubię, kiedy muszę zrobić cos na co nie mam ochoty. Pracowałam robiąc ankiety. Każde wyjście do ludzi było dużym przeżyciem. Zrobiłam wiele ankiet i dość długo tak pracowałam. Jednak prawie za każdym razem miałam koszmary, nie mogłam spać, ankiety i ankietowani śnili mi się przez kilka dni. Nic z tym nie robiłam. Nie chodziłam na spacery, nie biegałam i nie ćwiczyłam, nie piłam, ani nic podobnego. Zawsze walczę z sytuacją, nie ze stresem – stres skończy się razem z nią. Zazwyczaj porządkowałam sobie papiery, przygotowywałam potrzebne materiały, układałam listy. Zawsze skupiam się na zadaniu. Jak już nie mogłam nic więcej zrobić, to w klasyczny sposób odwracałam uwagę, zabierałam się za coś co wymagało energii i skupienia, np. piłowałam i malowałam paznokcie.

jarfie Sty 26 '99

Stres przewlekły należy rozładowywać (uwaga! pokusa kopnięcia psa!)

Stres - inaczej stan alarmowy- jest reakcją organizmu pod wpływem nagłych, zaskakujących okoliczności lub sytuacji trwających dłuższy czas, wobec których człowiek nie potrafi być obojętny. Mogą to być sytuacje negatywne lub pozytywne (np. ślub z ukochaną osobą! ).

Do pewnego momentu stres jest czymś pożądanym. Przyczynia się do mobilizacji, pozwala pracować na wysokich obrotach. Taki stres nosi nazwę EUSTRESU i można go bez wątpienia nazwać przyprawą życia. Jest jednak pułap, zwany efektywnością optymalną, którego przekroczenie może być niebezpieczne. Gdy nasilenie stresu jest zbyt duże, przechodzi on w fazę tzw. DYSTRESU, który objawia się załamaniem a nawet chorobą.

Stres nie jest wydarzeniem, ale reakcją na nie. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że to samo zjawisko (np. pojawienie się myszy w pokoju ) na jednych nie zrobi większego wrażenia a innych przyprawi o dreszcze graniczące ze strachem przed śmiercią. Wynika z tego, że w pewnym sensie każdy jest odpowiedzialny za swój stres. Za to, jak podejdzie do danej sytuacji, jak ją zinterpretuje, jak oceni. Sytuacje, które nas spotykają można podzielić na te, których nie możemy zmienić (i wtedy pozostaje je zaakceptować ) i takie, na które możemy mieć wpływ (wtedy należy przystąpić do działania ). Bardzo często stres jest po prostu pochodną lenistwa...

Podobnie jak gniew, stres przewlekły należy rozładowywać. Najlepiej w taki sposób, by otoczenie nie cierpiało na tym ( uwaga! pokusa kopnięcia psa! ). Przypominam: Każdy jest odpowiedzialny za swój stres i za swoją nań reakcję!

Czy życie bez destrukcyjnego stresu jest możliwe? Bez wątpienia łatwiej przychodzi optymistom. Co jednak z tymi, którzy raczej spodziewają się w życiu kłopotów? Czy istnieje jakaś czarna dziura, do której można wrzucić wszystkie obawy, zmęczenie, strach, niepewność, zmartwienia?

Był kiedyś na ziemi Człowiek, który skierował do zestresowanych następujące słowa: ”Przyjdźcie do mnie, a ja zapewnię wam odpoczynek. Chodźcie wszyscy, którzy tak się trudzicie z przygniatającym was ciężarem, a znajdziecie spokój. O nic się nie martwcie, ale w modlitwie mówcie Bogu o wszystkich swoich potrzebach a doznacie Bożego pokoju, który jest ponad wszelkie ludzkie pojęcie. I ukoi on wasze serca i myśli.”

Rzeczywiście, nie mieści się w głowie!!! Ale czy można przejść obojętnie wobec takiej oferty?

Adelajda

Opracowano w oparciu o książkę Henryka Wieji „Tajemnice pełnego zdrowia”

jarfie Sty 26 '99

Kiedyś stałem tam na dole i patrzyłem na niego. Lśnił w blasku słońca ponad kołdrą z chmur, która z dawien dawna stanowiła jedynie początek jego wspaniałości. Nie pamiętam od kiedy zacząłem marzyć aby być tam na górze, uśmiechać się patrząc wstecz na to co poniżej. Chciałem zdobyć ten szczyt. Pragnąłem tego za wszelką cenę.

Trochę bez wiary i trochę z nadzieją zaproponowałem swój udział w przygotowywanej właśnie wyprawie. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się, że wchodzę. Myślałem, że oszaleje z radości ale tak się nie stało. Zaczęły się przygotowania. Nie byliśmy pierwsi, szlak był przetarty. Pięć etapów, każdy zakończony szaleńczą wspinaczką i krótkim wypoczynkiem, mającym przygotować do jeszcze większego wysiłku. Zaczęło się.

Nie ma co ukrywać, bałem się jak nigdy dotąd. Co będzie jeśli nie wytrzymam tempa, jeśli nie podołam wymaganiom? Pocieszające było to, że nie tylko ja miałem takie odczucia. Choć strach paraliżował nas wciąż szliśmy zgodnie z planem. Właściwie nie było to nic trudnego gdyż szczęśliwie omijaliśmy przeciwności. W chwilach odprężenia zachwycałem się pięknem przyrody. Zewsząd otaczały nas zielonkawe krzewy spokojnie snujące się po niewielkich pagórkach na których od czasu do czasu pojawiało się jakieś zwierzątko zamieszkujące tutejszą okolicę. Naprawdę byłem szczęśliwy.Radość jednak nie trwała wiecznie.

Ku naszemu zdziwieniu nagle wyrosła jak spod ziemi prawie pionowo wzbijająca się w górę skała. Ilu członków wyprawy tyle było pomysłów jak sobie z nią poradzić. Było ciężko. Część odpadła. To był straszny widok. Znowu bardzo się bałem. Byłem gotów zrobić wszystko aby ten pierwszy raz mieć za sobą. Wszedłem. Nie była to tak do końca moja zasługa ale wszedłem. Właściwie to nie grałem do końca fair, ale tak bardzo pragnąłem zdobyć ten szczyt. Wtedy najważniejsze było osiągnięcie założonego celu co małymi kroczkami próbowałem zrealizować.

Potem była następna ściana, kolejne wzgórze jeszcze jedna wspinaczka i koniec etapu pierwszego. Myślałem, że oszaleje ze szczęścia ale tak się nie stało. Dalej wspinałem się i to było najważniejsze. Znowu zaczęliśmy. Początek jak zawsze spokojnie, bez zgrzytów nabieraliśmy obrotów. Wzniesienie pierwsze, drugie, ..., n-te, ..., mordercza wyprawa trwała. Znowu część poległa, a ja sobie tylko znanymi drogami dotrzymywałem reszcie kroku. Sposób sposobowi nie równy ale ciągle byłem członkiem wyprawy. A najbardziej chciałem wejść na szczyt. Koniec drugiego etapu uwieńczony był przednią wspinaczką. Wzgórze wydawało się nie do zdobycia. Spojrzał mi wtedy prosto w oczy mój nieodłączny towarzysz strach. Skupiłem się w sobie i poszerzyłem gamę środków pozwalających dotrzeć do celu. Musiałem tam wejść. Straciłem więcej czasu niż reszta ale dogoniłem ich zaraz po bardzo krótkim wypoczynku. Zaczęło mi się to podobać, choć trzeba przyznać, że faktycznie nastąpił pewien kryzys. Sam nie wiem co, tak jakoś samo z siebie wyszło i nie chciało się schować. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. Uśmiechnąłem się, za mną rozpościerała się tonąca w białym puchu dolina. Tak jak sobie wyobrażałem to było niesamowite uczucie. Ja ponad tym wszystkim, ja tutaj pomiędzy bielą śniegu i gdzieniegdzie mozolnie wydobywającą się spod jego szaty zielenią trawy i mchu, które to ścieliły się na surowej szarości skał. Spojrzałem przed siebie. Był tam i czekał na mnie. Nieporuszony, dumny i wyzywający. Był ponad tym wszystkim jak ja byłem ponad tamtym.

Nawet nie zauważyłem kiedy zaczął się trzeci etap. Szedłem, szedłem, szedłem. Często byłem zmęczony więc pragnąłem jedynie odpocząć. Jak przez mgłę pamiętałem, że mam cel i muszę do niego dążyć. Właściwie to w tym wszystkim powoli zapominałem dlaczego idę z wyprawą. Po prostu wstawałem rano i zdobywałem kolejne wzniesienie. Tak mijał dzień po dniu.

Jak zawsze na koniec trudne wejście. Jakoś tam było. Należał mi się wypoczynek. Jak człowiek ma chwilę wolnego to zaraz rozmyśla, dręczy się stara się zrobić użytek ze swojego umysłu. Praktycznie moje metody kończenia etapów sprawdzały się, ale nie byłem do końca przekonany czy potrafię wspinać się, wchodzić na wzniesienia, czy na prawdę poradziłbym sobie w górach. Nie wiedzieć czemu przypomniałem sobie tą podeptaną trawę na koniec pierwszego, połamane gałęzie na drugim i kopniętego w złości grzyba na trzecim. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. To mnie podniosło na duchu. Byłem ponad. Spojrzałem przed siebie. Był. Nic nie mówił ale był.

Poszedłem dalej. Następny etap niewiele różnił się od poprzednich. Ciężka wspinaczka, dzień pierwszy, drugi, ...Znowu mi się powiodło. Myślałem, że będę szalał z radości ale tak nie było. Jak zawsze w takich sytuacjach spojrzałem za siebie. Poniżej leżała dolina ukryta w kłębach chmur. Przeszedłem już kawał drogi, trudny i zarazem wspaniały był to czas. Spojrzałem przed siebie. Promienie słońca oplatały szczyt, który był zwieńczeniem mojej wymarzonej wędrówki. Kiedyś zdobędę go.

Poświęciłem na to sporo czasu i dokończę to co zacząłem. Ale czy wejście na ten szczyt jest aż tak ważne? Czy wchodząc nie zostawiłem cząstki siebie podczas drogi?

Kiedy już wejdę przede mną nie będzie nic. Spojrzę wtedy w dół i myślę, że zobaczę jak wiele szczytów jest jeszcze do zdobycia. Może wtedy pomyślę nie tylko o tym który ale i o tym jak zdobyć kolejny szczyt.

"Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?"

(Marka 8,36)

Mirek

jarfie Sty 26 '99

Tytuł już jest: “Nerwy w konserwy, czyli jak rozładowywać napięcie”. Warsztat literacki też przygotowany, na biurku piętrzą się różne podręczniki (np. “ Walka ze stresem”, “Bądź szczęśliwa i rozluźniona” itp.), z magnetofonu dobiegają kojące dźwięki Chopina, z kubka unosi się aromat kawy, obok czystych jeszcze kartek leżą dwa starannie zatemperowane ołówki. Podobno wielu znanych pisarzy używało ołówków. Może dlatego, że ołówek...

...ołówek właśnie się złamał, ale jest jeszcze drugi....

... który ma w graficie coś, co tak drapie kartkę, że dreszcz przebiega po kręgosłupie.

Podobno również wielu pisarzy używało zwykłych (nawet tak zalewających jak ten) długopisów. Nowocześni pisarze używają komputerów. Może to i wygodne urządzenie, ale łatwo się psuje, po jednym rzuceniu o ścianę do niczego się nie nadaje (a kto kazał mu się zawieszać?). Przejdźmy do zasadniczego tematu:

Człowiek jest istotą emocjonalną jednakże nierozsądnym byłoby całkowite opieranie się na tychże. Istnieją pewne argumenty za...

...zaścianą jakich “kopytny” słucha tak głośno “Jesteś szalona”, że można oszaleć. Po raz kolejny pomocna okazała się “Walka za stresem”, po kilku rzutach o ścianę uciążliwy sąsiad poskromił nieco swą miłość do Disco Relaxu. Wróćmy do tematu:

...tym aby wyzbyć się wszystkiego co może tłumić nasze emocje. Co jednak rozumiemy pod...

...pod oknem banda rozwrzeszczanych dzieciaków gra w berka. Stanowczo wyrażony protest wywołał u łotrzyków jedynie falę gromkiego śmiechu przerywanego jedynie w celu zaprezentowania w całej okazałości narządu mowy. Zgraja opuściła plac zabaw dopiero gdy za jednym z nich poleciał kubek z kawą. Potrójny zysk. Kawa dawno wystygła, a Basia dała mi ten kubek przez czystą złośliwość, doskonale wie, że żółty kolor działa na mnie jak płachta na byka. Nie dam się łatwo wyprowadzić z równowagi. Wracam do artykułu:

...pojęciem emocji? Zagadnienie to uważa się za niezwykle skomplikowane...

...skomplikowany to był mój związek z Michałem. Gdyby tylko nie był taki przewrażliwiony... żeby obrazić się, bo potłukłam głupi wazon, a tej blizny we włosach nikt nawet nie zauważy. Dziwny człowiek, chociaż czasem... No i co tak siedzę i ryczę, przecież mam pisać:

...i takie w istocie jest.

Ciekawe kto dzwoni. Nie, nie odbiorę, czuję, że to jakaś zła wiadomość. Ten dzwonek jest tak uporczywy, że przebija się nawet przez mój krzyk. Dopiero rzucenie w aparat magnetofonem przerwało go. Przy okazji ustało to bemblotanie Chopina.

Nie bójmy się jednak trudnych wyzwań. Mając ogromne doświadczenie w walce ze stresem mogę...

Znowu dzwonek, tym razem do drzwi. Sąsiad przyprowadził dwóch miłych panów, którzy chcą mnie zabrać do takiego sanatorium, gdzie będę mogła w spokoju dokończyć mój artykuł.

Anita

jarfie Sty 26 '99

Uporaj się z gniewem zanim ten cię zniszczy!

Trudno znaleźć osobę, która nigdy nie była zraniona przez druga osobę. Niestety, trudno jest także o ludzi, którzy całkowicie przebaczyli wyrządzona im krzywdę. Rewanż i chowanie urazy są bardziej popularne niż przebaczenie. Większość z nas woli widzieć, jak ludzie płacą za swoje wykroczenia, ciesząc się widokiem tych, którzy „otrzymują to, na co zasłużyli”.

Większość z nas woli pielęgnować urazę, nigdy nie darując winy i używa jej jako broni, która od czasu do czasu wypala we wspólnej walce.

Staw temu czoła. Nasza duma buntuje się przeciwko poddaniu się w walce o oczyszczenie siebie z zarzutów. Zbyt często domagamy się, by zmieniło się wszystko wokół, tylko nie my sami. W rezultacie to my ponosimy duchowy, emocjonalny i fizyczny koszt.

Kiedy przebaczamy, to tak jakbyśmy wyciągnęli z naszej duszy korek i pozwolili wypłynąć wszelkiej goryczy, urazie, złości, i gniewowi. Kiedy przebaczamy, doznajemy uwolnienia od spowodowanego przez złość napięcia, wysokiego ciśnienia krwi, nie domagamy się by nas wysłuchano i usprawiedliwiono z naszej dezaprobaty i goryczy. Następnie, kiedy Bóg napełnia nasze serca miłością, ona uzdalnia nas do tego, by nie okazywać gniewu w stosunku do innych. Ona sprawia, że nie żądamy, by inni postępowali z nami według tych samych kryteriów. Zamiast tego, możemy miłować ludzi takim, jacy są i traktować ich tak, jak traktowałby ich Jezus.

Przebaczenie ma dwie „dwie strony medalu”.

Z jednej strony, winowajca przyznaje się do popełnionego błędu, przeprasza i prosi o wybaczenie, mając nadzieję, że je otrzyma. Chociaż ból emocjonalny, który jest rezultatem zranienia, utrudnia całkowite przebaczenie, to może on chociaż częściowo być uśmierzony przez przyznanie się winowajcy do popełnionego zła. Usprawiedliwienie na pewno ułatwia przebaczenie, które polega na tym, by żyć już dalej tak, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło.

Z drugiej strony, nie jest dopuszczalne dalsze obwinianie czy stałe oczekiwanie zadośćuczynienia. Angielski pisarz tak to ujmuje; „Są w moim życiu inni, agresywni, niepokorni ludzie, którzy nie chcą czy nie potrafią przyznać się do tego, że zrobili coś złego... Ludzie, którzy podsycają lekko tląca się we mnie frustrację, która wzmaga i roznieca gwałtowny płomień oburzenia. Co z nimi? Z tymi, którzy nie przestają deptać mojego „Ja” i mojej godności? Z tymi, którzy raną mnie najmocniej? Panie, ile razy mam przebaczyć?”

„Odpowiedź Jezusa wskazuje na to, że nie ma znaczenia, ile razy – siedem czy siedemdziesiąt siedem. Ważna jest fundamentalna postawa w stosunku do ludzi i siebie samego, która stara się zapobiegać wzmaganiu się długotrwałej urazy... Nie jest to łatwa droga do przebycia, ale jest ona jedyna, bo prowadzi do pełnego rozwoju naszej przemienionej osobowości.

Każda odmowa przebaczenia niszczy bardziej mnie samego niż winowajcę”.

(wg „Naszych Inspiracji”)

jarfie Sty 26 '99

Sesja się zbliża a wraz z nią jej wierny przyjaciel – STRES . Jest specyficznym przyjacielem bo atakuje wszystkich, którzy chcą zwycięsko przebić się przez jej front by dobrnąć do następnego semestru w miarę nie okaleczonym przez poprawki, zbóje itp. Zdobyłam trochę informacji o tym w co się należy uzbroić by pokonać stres przed egzaminami aprzynajmniej zmniejszyć jego siłę oddziaływania na studenta. Przeczytajcie co radzą inni...

 


Przede wszystkim dużo mleka przed snem, jabłka, a w ogóle wszystkie owoce cytrusowe, też soki różnego rodzaju no i staram sobie radzić sama

A dlaczego sama?

Jeżeli ktoś jest koło mnie, wywołuje jeszcze większą presję, wtedy ja się jeszcze bardziej denerwuję. Po za tym jem dużo czekolady. Czekolada uważam, że jest super.

Ewelina, I ekonomia

Sama nie wiem jak rozładowuję stres. Po prostu to mi samo przechodzi. Bardzo się denerwuję się tydzień , czy tam kilka dni przed egzaminem, rzadko, w zasadzie nigdy, w dniu egzaminu. W tym dniu zazwyczaj idę i nie zdaję sobie sprawy, że tam będą ważyć się moje losy ( np. na egzaminie wstępnym ) . I zawsze idę wcześniej, siadam sobie przed salą i słucham co mówią inni...

Asia, I ekonomia

Generalnie idę na spacer i najczęściej już przed samym egzaminem się nie uczę, bo nie jestem w stanie. Najczęściej śpię albo oglądam telewizję, spotykam się z ludźmi, ewentualnie coś poczytam jeszcze. W przeddzień absolutnie nic, wysoki poziom napięcia.

Justyna, IV psychologia

Siedzę dużo w domu. Dużo jem niestety z powodu tego, że się dużo denerwuję. A szczególnie zabieram sobie coś słodkiego właśnie przed egzaminem, żeby się jakoś odstresować. A poza tym staram się nie myśleć o tym co robię i prawdę mówiąc zachowuję się bardzo często głupkowato przed samym egzaminem. Staram się nie ulegać ogólnej atmosferze...co nie znaczy, że nigdy nie złamię, ale staram się nie dać i zazwyczaj przesadzam z tą „głupawką przedegzaminową”, ona jest bardzo charakterystyczna .

Dorota,,V psychologia

Studiuję na politechnice tak, że tam tego jest dużo ( stresu - przyp. red). Każda sesja to jednak przesiew. No nie wiem, najlepiej jakoś odreagować, pójść i gdzieś się wyłączyć z tego życia studenckiego.

A jak ty odreagowujesz stres?

Różnie: impreza, kino, coś, żeby w ogóle zapomnieć.

Robert, II mechaniczny

Teraz np. ze stresu przed egzaminem, żeby go zmniejszyć, śmiałyśmy się i jadłyśmy. Czasami szłyśmy na dyskotekę, żeby się pobawić albo kupowałyśmy sobie coś dobrego.

Ania i Emila, IVchemia

Nie wiem, jakaś dobra książka, kino. W sytuacji gdy ktoś się nie przejmuje nie ma ku temu żadnej potrzeby

A ty się przejmujesz, czy nie?

Może mniej niż na pierwszym roku, zdecydowanie mniej.

Czyli ty jeżeli coś to kino i...

...dobra książka, czasem po prostu wszystko odkładam i się nie przejmuje, ale to przechodzi z czasem.

Jacek, IV mechaniczny.


Ja przed egzaminem (ostatnio miałem zbója we wrześniu), to musiałem się do niego dużo uczyć w wakacje i odprężałem się chodząc dużo po lesie ( jestem myśliwym) tak, że mogę pogodzić przyjemne z pożytecznym.

Michał, II zarządzanie i ekonomia

Ja sobie nie radzę

Artur II zarządzanie i ekonomia

Dzięki serdeczne za to, że zechcieliście się podzielić się tym, jak sobie radzicie, czy też nie radzicie ze stresem przed egzaminem. Może wasze cenne uwagi pomogą innym w walce z nim w sesji zimowej.

Monika

jarfie Sty 26 '99

Fobia – lęk, który pojawia się w określonych sytuacjach i przed konkretnymi przedmiotami.

Lęk ten często ma charakter paniki. Zasadniczym elementem fobii staje się unikanie za wszelką cenę. Człowiek cierpiący na fobie wie, ze ten lek jest nieuzasadniony, bezpodstawny, ale ta świadomość nie wystarcza do zwalczenia go. nasilenie lęku zmniejsza się nieraz w obecności osób bliskich.

Niektóre rodzaje fobii:

- akrofobia – lęk wysokości

- hipsofobia – lęk głębokości

- agorafobia – lęk otwartej przestrzeni

- keraunofobia – lek piorunami, burzą

- myzofobia – lęk przed brudem

- nozofobia – lęk przed chorobą

- bakteriofobia – lek przed bakteriami

- klaustrofobia – lęk przed przebywaniem w zamkniętych pomieszczeniach

- archanofobia – lęk przed pająkami

- dromofobia – lek przed podróżowaniem

- fobofobia – lęk przed lękiem

- monofobia – lęk przed samotnością

- socjofobie (fobie społeczne): lek przed kontaktami z innymi ludźmi, lek przed znalezieniem się w sytuacjach publicznych, lęk przed czerwienieniem się

- inne: lęk przed zwierzętami, wypadkiem samochodowym, ciemnością, szkoła, zagubieniem się w tłumie.

jarfie Sty 26 '99

Według psychologii emocje są wynikiem procesów myślowych iprzeżyć, czyli tego, jak postrzegamy konkretne sytuacje i ludzi. Nasuwa się jednoznaczny wniosek, że to każdy z nas decyduje o tym,co myśli i jakie uczucia mają towarzyszyć tym czy innym myślom.

Okazuje się, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak się czujemy i co odczuwamy. Nikt nie jest w stanie nas uszczęśliwić bez naszej decyzji wyboru szczęścia.

Nie podoba ci się ten wniosek? Z reguły najchętniej odpowiedzialnością za nasze uczucia obarczamy innych lub sytuacje, które sprowokowały w nas takie czy inne emocje. Masz wpływ na to, co zrobisz z uczuciami, które dopadają cię w danej sytuacji zanim tobą zawładną.

Twoje uczucia są twoim wyborem!

Wybieramy negatywne emocje i wyładowujemy je na tych, którzy blokują nasz cel. Albo kierujemy je do środka – przeciwko sobie – i wpadamy w depresję.

Najkrótsza definicja depresji brzmi: „Gniew skierowany do wnętrza siebie z powodu zablokowanego celu” lub „Smutek stłumiony w środku”.

Emocje negatywne i pozytywne – to zbyt uproszczony i zafałszowany podział!

Jest przecież cenny smutek, który prowadzi do upamiętania, jest gniew, który budzi się na widok bezprawia i grzechu, jest żal, który wyraża chęć poprawy.

Są natomiast ludzie, którzy odczuwają radość, kiedy znajomym się nie wiedzie, satysfakcję, gdy oszukali drugiego człowieka, ukojenie, bo dobrze się zemścili za swoje krzywdy.

Nie same emocje są pozytywne czy negatywne, lecz to, jaki stan umysłu je wywołuje i czego są efektem.

Naucz się panować nad własnymi emocjami!

1. Uświadom sobie, co naprawdę odczuwasz. Nazwij emocje po imieniu. Czuję się zraniona... Czuję się zagniewana.. Czuję się zdradzona... To wcale nie jest łatwe, szczególnie, gdy nigdy wcześniej tego nie praktykowałeś.

2. Ustal źródło, przyczynę konkretnej emocji. Czuję się poniżona, ponieważ on się ze mnie śmiał w towarzystwie innych ludzi. Czuję się zaniepokojona, ponieważ miała wrócić do domu dwie godziny wcześniej. Zauważysz, że najczęściej przyczyna ta jest poza naszą kontrolą.Nie jesteśmy w staniekontrolować innych ludzi czy warunków pogodowych. Ale siebie tak! (W tym miejscu warto zaznaczyć, że niektóre emocje mogą być efektem fizycznych zaburzeń w organizmie, takich jak nadczynność tarczycy – niepokój, pobudliwość, drażliwość. Anemia daje znać o sobie w postaci obniżonego nastroju. Zaburzenia biochemicznego funkcjonowania mózgu mogą uzewnętrzniać się w niekontrolowanych emocjach. W tego typu przypadkach konsultacja medyczna, dobra diagnoza i dobra farmakoterapia zazwyczaj pomagają w usunięciu fizycznej, organicznej przyczyny.)

Naszą odpowiedzialnością jest uświadomienie sobie tego, co odczuwamy oraz umiejętne kontrolowanie i rozładowywanie naszych emocji. Jest to ważna życiowa umiejętność. Od niej zależyjakość twojego życia...

(wg „Naszych Inspiracji”)

jarfie Sty 26 '99

rys. corel galleryNiebawem po ślubie, tuż po wprowadzeniu się do wynajmowanej chałupki, okazało się, że czas romantycznych wieczorków, pysznych kolacyjek w przytulnej kuchni i sielskiego życia we dwoje definitywnie się skończył.

Słyszałam wcześniej takie zdania, że „po ślubie jest zupełnie inaczej, twarda rzeczywistość wkracza bezpardonowo” itp. Nie wierzyłam. Teraz chyba wiem o czym mowa...

Okazało się mianowicie, ze mam fobię!

Nie na męża, oczywiście. Na węża też nie, ale na takie małe, obrzydliwe z pazurkami, łysym ogonem i szarym (niektórzy mówią: pięknym, szarym” – nie rozumiem ich wcale) futerkiem.

Tak, to właśnie MYSZ! Ratunku! Jak widzę tylko ten wyraz, zaczyna mnie dziwnie telepać w środku. Od chwili kiedy ją zobaczyłam, moje życie legło w gruzach. Ze szczęśliwej, świeżo upieczonej mężatki, przeobraziłam się w znerwicowaną i wypaloną. Można powiedzieć: „Cóż taka mała myszka wobec wielkiego człowieka?” Niby tak, ale jak skoczy na mnie?! Wbije się pazurami i będzie wymachiwać tym swoim łysowatymogonem! A do tego jak będzie głodna, to na pewno odgryzie mi ucho! I co wtedy?! Wyobrażacie sobie?! I jak tu być spokojna i miłą dla męża, jeśli każdy szmerek z kuchni jest natychmiast wychwytywany przez moje uszy (jeszcze na szczęście całe)?

A propos kuchni – wchodziłam tam tylko wtedy, gdy niezbędnie musiałam i robiłam to według ścisłego planu strategicznego. Mianowicie: chcąc uprzedzić niechcianą lokatorkę kuchni, że właśnie nadchodzi właściciel lokalu i że należałoby się ewakuować, waliłam ręką trzy minuty w drzwi (tak długo na wypadek gdyby spała). Pomagało ale do czasu. Otóż któregoś wieczoru myłam sobie spokojnie (no, powiedzmy, że spokojnie) naczynia, a ta bezczelna i niewychowana wylazła nieproszona obok zlewu i centralnie szła na mnie. Naprawdę! Na szczęście refleks miałam w znacznie lepszym stanie niż nerwy – udało mi się zbiec i jakoś uszłam z życiem (tylko gardło mnie trochę potem bolało).Następnego dnia zainstalowaliśmy łapki (wiem, że to okrutne, ale czy ja jej – a właściwie im – kazałam akurat do nas przyłazić?!).

Myszy już nie ma, ale nerwica nadal trwa. Ostatnio o ból brzucha i kołatanie serducha przyprawił mnie cień mojej własnej ręki! Nieźle, co?

Tak, tak czytałam gdzieś, ze „nerwicy gorzej się pozbyć niż myszy z domu”. Ale ta przynajmniej nie ma pazurów ani tego łysolca.

O fuj! Nie mogę już więcej pisać o tym, bo nasilają mi się odruchy drgawkowo – wymiotne i pogłębiają zmarszczki na twarzy od grymasu obrzydzenia i strachu. Może niektórzy powiedzą: „Wystarczy sprawić sobie kota (tyle ich przecież biednych pałęta się po piwnicach) i kłopot z głowy”. O! To tylko wydaje się takie proste! Kotów też się boję, ale to już zupełnie inna historia.

Znerwicowana Aga

jarfie Sty 25 '99
Strony: «« « ... 4042 4043 4044 4045 4046 ... » »»
  • Save this on Delicious

Reklama

News

Zamienić kurnik na apartamentowce…

Ponury i przygnębiający barak pamiętający zamierzchłe czasy PRL, dawna i dzisiejsza siedziba władz jednej z największych gdańskich spółdzielni mieszkaniowych, nie jest najlepszą wizytówką LWSM Morena.

„Promyk Nadziei” zbuduje plac zabaw

Zakończył się konkurs skierowany do organizacji pozarządowych na wybudowanie plac w zabaw dla dzieci na terenie Gdańska. Nowe atrakcje dla najmłodszych powstaną do końca 2010 r. Wśr d dwunastu oferent

Niechciane zaliczki

Zarząd LWSM Morena wprowadził zaliczkową opłatę 10 złotych na poczet rozliczenia tak zwanej wody r żnicowej. Kwota ta podlegać będzie rozliczeniu po zakończeniu okresu rozliczeniowego zużycia wody.

Castel wycina w pień

Przy ul. Magellana na Morenie wycięto w pień dorodne drzewa, a zaraz potem na teren wjechały spychacze zaalarmowali nas mieszkańcy osiedla Morena. Jeśli wycięte zostały jakiekolwiek drzewa, to z c

Zarządowi nie podwyższono wynagrodzenia

17 sierpnia obradowała Rada Nadzorcza LWSM Morena . Obecni byli zainteresowani członkowie sp łdzielni. Zmieniono zasady typowania dom w do rocznego planu dociepleń. Obecnie o pierwszeństwie będzie de

Myjnia oprotestowana

Czy na parkingu przy ul. Kolumba wydzierżawionym od sp łdzielni prywatny przedsiębiorca, Władysław Krugły, będzie m gł zbudować myjnię dla samochod w? Mieszkańcy sąsiadujący z tym parkingiem, sondow

Przed pierwszym dzwonkiem…

Do nowego roku szkolnego pozostało już niewiele czasu, toteż każda godzina w szkole przy Gojawiczyńskiej wykorzystywana jest maksymalnie, aby jak najlepiej przygotować plac wkę do zajęć.Brygada remont

Czy bandytyzm zawładnie Moreną?

Podpalenie piwnicy przy Marusarz wny 6, uszkodzenie windy dwa tygodnie p źniej w tym samym bloku, kradzież element w rusztowania przy Amundsena, przecięcie przewod w paliwowych w samochodzie zaparkowa

Bez tabletek uspokajających

Pracownicy chełmskiej sp łdzielni twierdzą, że wraz z dokonanymi zmianami we władzach przestały śnić się im po nocach koszmary i do pracy, jak dawniej, chodzą chętnie, bez stresu.Maria Supłatowicz pot

Jesienią już będzie

Jedna z największych gdańskich sp łdzielni mieszkaniowych, SM Chełm, do tej pory nie ma nowego, dostosowanego do znowelizowanej ustawy sp łdzielczej, statutu. Rozmaite zawirowania w radach i zarządach

Wczytywanie...